czwartek, 9 kwietnia 2015

[Natural living] Obsesja czytania składów

Cześć, mam na imię Ola i mam obsesję czytania składów. Wszystko co wpadnie w moje ręce muszę przeanalizować pod kątem surowców użytych w produkcji tej rzeczy. Nie ważne czy to szampon, chleb, jogurt, czy sweter. Wiem, że mam z tym poważny problem, ale to już jest chyba nieuleczalne. Chyba, że producenci przestaną nas oszukiwać... co się pewnie nigdy nie wydarzy.



No tak... mój M. śmieje się ze mnie za każdym razem w sklepie, czasem też się wkurza, że tyle czasu zajmuje mi wybranie sera na kanapki, albo że nie pozwalam mu kupić margaryny. Na szczęście wie, że robię to dla naszego dobra, więc pomarudzi, ale w końcu odpuści.

Pani ekspedientka w sklepie robi dziwną minę, gdy pytam jaki skład ma płaszcz (szukam dobrej jakości beżowego trencza. pomocy!).
- Ten płaszcz jest bawełniany!
- A mogę spojrzeć na metkę?
...
- 40% bawełny 60% poliestru. To ja podziękuję.

Pani w znanej apteko-drogerii widząc, że sięgam po wodę termalną proponuje mi jakiś ekstra krem w promocji z olejem arganowym. Zerkam na skład, a ten olej to gdzieś daleko za wszystkimi innymi zapychaczami. Oczywiście etykieta aż "krzyczy" do nas, że po tym kremie będziemy młode i piękne i, że to za sprawą oleju arganowego, a jest go tam tyle co kot napłakał.

Popularna blogerka wrzuca zdjęcie na facebook'a kremu za kilkaset złotych (sic!) i pisze, że to najlepszy krem, którego używała. W komentarzach ludzie piszą, że tyle pieniędzy wydaje na krem z parafiną i innymi nieciekawymi składnikami i, że lepiej zainwestować w coś naturalnego. Blogerka w odpowiedzi mówi, że skład jej nie interesuje, że skoro krem jej skórze nic złego nie robi, to czemu ma go nie używać i w ogóle "co to za nowa moda z tym czytaniem składów?". No właśnie co to za "moda czytania składów"?

I się zastanawiam czyja to jest wina. Producentów czy nasza - konsumentów. Wiadomo firma chce wyprodukować po najniższych kosztach i sprzedać jak najdrożej. Tak wygląda wolny rynek i jeśli na czele firmy nie stanie osoba mądra i świadoma współczesnych problemów na świecie (skażenie środowiska, wyzysk ludzi), to nic się nie zmieni.

W takim razie chyba jest to wina nas konsumentów. Skoro mamy możliwości, przy odrobinie wysiłku, wybierać produkty świadomie i odpowiedzialnie. Bezpieczne dla naszego zdrowia i dla środowiska, wyprodukowane w sposób sprawiedliwy (fair trade). To czemu tego nie robimy? Kwestia finansowa na pewno jest tu ważna, ale coraz częściej się przekonuję, że lepiej kupić coś droższego, ale lepszej jakości, co nam posłuży na dłużej. Więc pozostaje nasze lenistwo. Bo nie chce nam się czytać, dowiadywać, szukać. Lepiej kupić w pierwszym lepszym markecie produkt w ładnym opakowaniu, na którym producent zapewnia, że właśnie ta rzecz uczyni nas szczęśliwszymi.

Wina pewnie leży po środku, ale nie piszę tego by kogoś osądzać (bo musiałabym w pierwszej kolejności osądzić siebie), ale by zachęcić do tego by mieć tą małą, niegroźną obsesję czytania składów. Bo może, gdy producenci zobaczą, że jest coraz więcej świadomych konsumentów, to sami zaczną coś zmieniać. A nawet jeśli nie, to wybierając produkty jak najlepsze, poprawiamy jakość swojego życia.

Czytacie składy?
Co sądzicie o byciu świadomym konsumentem?

Pozdrawiam!

15 komentarzy:

  1. Czytanie składów to podstawa. Nie uważam tego za obsesję ani wybryk. Skoro wydaję pieniądze to chcę i mam prawo wiedzieć na co dokładnie :).
    Fajny post :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odkąd czytam składy (a to juz trwa kilka lat) czuję się i jestem zdrowsza, a oprócz tego pozwala to zaoszczędzić trochę pieniędzy i nerwów. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie również czytanie składów jest podstawą. W czytanie składów wciągnęłam męża. Od lat sprawdzam co kupuję i nie uważam tego za dziwactwo, choć są osoby dla których takie czytanie jest co najmniej dziwne.

    Rewelacyjny post :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć, jestem Ania i też mam taką obsesję. Czytam składy na wszystkim, każdy produkt analizuję. I w sumie nie żałuję, bo po wyeliminowaniu "frykasów" typu kostki rosołowe, czy sosy z torebek przeszła mi pokrzywka, z którą się użerałam i drapałam nieraz całymi nocami. Z kolei zamieniając kosmetyki na naturalne uporałam się w 90 % z trądzikiem.
    Dlatego uważam, że warto czytać, co kupujemy. Ludzie zbyt są naiwni, a producenci potrafią to wykorzystać - ładne opakowanie, jakies fajne hasło na etykietę ("bez cukru", "+8 witamin", albo właśnie krem "z olejem arganowym"-czyli z kropelką oleju zagubioną w morzu chemii) i produkt się sprzedaje. Cieszy mnie, że coraz więcej jest świadomych konsumentów, takich jak Ty:)
    Pozdr i miłego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja czytam składy jeśli chodzi o jedzenie, bo jestem wegetarianką :) Miałam trochę okres w życiu, gdy składy kosmetyków zaczęły mnie interesować, ale w sumie szybko mi przeszło :) Zwłaszcza, kiedy zaczęłam przeglądać raporty badań naukowych nad różnymi substancjami i okazało się, że wiele rzeczy, które się im zarzuca, nie mają potwierdzenia w nauce. Ale w sumie dobrze, że interesujesz się tym, co jesz i czego używasz. Nie można ślepo we wszystko wierzyć. A faktem jest, że wiele produktów typu "olejek arganowy" itd. mają ten składnik na szarym końcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do raportów badań naukowych to niestety nie wszystkie są obiektywne. Często takie badania są sponsorowane przez wielkie koncerny, więc wyniki są trochę naciągane. Ja wyznaję zasadę, że lepiej sięgnąć po to co jest sprawdzone i naturalne, a nie ryzykować i się zastanawiać, czy może w następnych badaniach nie wyjdzie czy jednak dany związek chemiczny jednak jest niebezpieczny.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. My kobietki chyba już tak mamy:)
    udanego i słonecznego tygodnia, uściski

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie to napisałaś. Ja też dokładnie sprawdzam co kryje się w składzie i wiele rzeczy odkładam na półkę w sklepie. Moje koleżanki dziwią się, że przecież to krem z reklamy więc czumu uważam, że jest słaby. Ale kiedy zaczynam im czytać co jest w środku, są w szoku, ze taka dobra firma i wyprodukowała taki badziew. Niestety, jest tak jak napisałaś. Producenci chcą jak najtaniej czytaj z użyciem słabej jakości składników, a konsumenci chcą jak najlepszych rzeczy. Myślę, że jeśli więcej z nas będzie wnikliwie szukać i czytać to producenci będą zmuszeni do zmiany na lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak fajnie by było nas coraz więcej, ale niestety trochę czasu minie zanim ludzie zmienią sposób myślenia i zaczną przejmować się tym co jedzą, co na sobie noszą czy co nakładają na swoją skórę. Niestety ciągle jesteśmy niewielką grupą "czytających składy".

      Usuń
  8. Miło jest poczytać o tym, że nie tylko ja mam taką małą - zdrową obsesję :) Czytam skład produktów spożywczych, szukam informacji na temat nie znanych mi i podejrzanych składników. Dotyczy to również kosmetyków, oraz chemii gospodarczej (stosuję już metody ekologicznego sprzątania domu). Czuję się dzięki temu zdrowsza, a mojemu mężowi np. alergie minęły :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że jest nas coraz więcej z tą zdrową obsesją! ;)

      Usuń
  9. Chyba jestesmy z tej samej bajki ;) Czytam sklady na kazdym kroku i marudze ciagle ze tego nie chce, tego nie bede jadla, to sama chemia, to jest swinstwo, to nie jedzenie, itp. Ciagle slysze, ze mam cos z glowa, albo ''przeciez na cos trzeba umrzec'' ... A w sklepie z ubraniami metki zawziecie czytam w przymierzalni zeby nie spotykac sie z pytajacym wzrokiem ekspendientki ''o co jej chodzi'' ha ha :) dobrze wiedziec, ze nie jestem sama ze swoum ''hobby'' ;) Pozdrawiam, nowa Czytelniczka ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam te spojrzenia ekspedientek, ale już przestałam się przejmować nimi. I ostatnio szukając sukienki i marynarki nic nie wzięłam nawet do przymierzenia, bo najpierw patrzyłam na metki. Niestety to jest smutne, że w sklepach sam poliester, a ceny kosmiczne...
      Cieszę się, że tu trafiłaś i zapraszam częściej. :)

      Usuń
  10. Również czytam składy, zwłaszcza żywności i kosmetyków. Uważam że to nie moda tylko styl życia :D i to powinno wpisać się w nawyk raz na zawsze każdego z nas, oczywiście jeśli tylko wiemy co czytamy.

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad. Nic bardziej nie motywuje do pisania niż komentarze. :)